Sainc – Schizis
- poniedziałek, 18 Kwiecień 2011, 9:29
- Wyświetleń: 319
- 1 komentarz
- Facebook NK Wykop BLIP
Oj, trzeba na ten materiał uważać. Nie każdy pewnie wytrzyma do końca, niejeden wyłączy w połowie drugiego numeru. Niektórzy będą znudzeni, niektórym zbyt wiele będzie tu psychologii, filozofii i takich tam nadętych klimatów. Zwolennicy ekstremy będą zawiedzeni, pojawią się narzekania, że to przekombinowane, że mało solówek, że znowu koncept zamiast żywiołu…
Ale wielu „Schizis” ujmie za pysk. Mnie złapało i ciągle trzyma. Nie będę się odwoływał do wcześniejszych dokonań artystycznych członków Sainc, nie będę porównywał Sainc do Yattering. Dlaczego? Bo mam napisać o płycie „Schizis” Sainc’a, więc skupmy się na tym właśnie materiale, a nie na tym, co było wcześniej, albo co by było, gdyby…?
Na początek jednak napiszę o tym, co mnie wkurza. Po pierwsze – okładka. Dużo ciekawsze jest to, co na jej odwrocie, tuż obok tracklisty. I moim skromnym zdaniem taka fota powinna widnieć na froncie. A tak mamy tylko cztery zniekształcone gęby, czyli trywialnie. Po drugie – ten materiał jest wolny! Baaaaardzo woooolny. Nie lubię w metalu takich temp, nie podobają mi się i koniec. Jednak cały materiał na „Schizis” pomieszczony świetnie się broni i nie mam pewności, czy szybsze tempa pomogłyby mu, czy wręcz odwrotnie?
A co muzycznie słychać w produkcji Sainc? Kapitalnie wymyślone wokale. Zgrane są tak, jakby ścieżki rejestrowano na koncercie, czasami z popsutym kompresorem. Momentami słychać, że SVwierszcz się męczy, że przepona dostaje zakwasów, a słuchacz… dostaje dreszczy. I to jest super. Inny fajny zabieg z wokalem to spitchowany w dół drugi ślad. Dla mnie prywatnie to takie subtelne echo Last Days of Humanity, ale sprytnie wykorzystane. Nie ma tego zbyt wiele – to dobrze, bo popsułoby ten materiał, a tak dodaje smaczku.
Reszta instrumentów (inteligentnie!) gra muzykę, która jest fundamentem dla wokalu. Nie czekajcie na karkołomne solówki! Tutaj chodzi o coś zupełnie innego.
Co na pewno zwróci Waszą uwagę – to intra do poszczególnych numerów. W zasadzie pełnią rolę interludiów, o ile oczywiście słuchamy „Schizis” na zwykłym CD playerze, a nie na komputerowym odtwarzaczu. To też ciekawy element, który scala ten materiał.
Dlatego właśnie trzeba „Schizis” słuchać od początku do końca. Nie nadaje się na słoneczny dzień, latem w aucie też nie pogra. Ale Sainc uraczył nas diabelsko mrocznym, piekielnie ciężkim i … hipnotycznym albumem, do którego się wraca zwłaszcza w okolicach jesiennej deprechy albo…pełni księżyca. „Schizis” nie jest dla każdego. To w zasadzie płyta dla wybranych! W każdym razie dzieciom jeszcze nie puszczam, poczekam, aż dorosną.
Sainc – Schizis
1) 666 PHOBIA
2) SENECTUS
3) STRESSOR
4) BASEMENT DEMONS
5) DEPRESSION
6) FORBIDDEN PSYCHE
7) WAR STRESS
INSANE HUNTER
9) PRIMITIVE FEAR
10) DARKNESS TIME
Nasz adres: MuzaNowa.pl, 57-250 Złoty Stok, Skrytka pocztowa 43
Kontakt e-mail w każdej sprawie: muzanowa(at)gmail.com

http://www.pepiniera.pl/_var/gfx/cccd09159b5a6ae609198d7d4f401a0e_1293.jpg