Sainc – Schizis

12345678910  (Oceń!)
Loading ... Loading ...

Oj, trzeba na ten materiał uważać. Nie każdy pewnie wytrzyma do końca, niejeden wyłączy w połowie drugiego numeru. Niektórzy będą znudzeni, niektórym zbyt wiele będzie tu psychologii, filozofii i takich tam nadętych klimatów. Zwolennicy ekstremy będą zawiedzeni, pojawią się narzekania, że to przekombinowane, że mało solówek, że znowu koncept zamiast żywiołu…
Ale wielu „Schizis” ujmie za pysk. Mnie złapało i ciągle trzyma. Nie będę się odwoływał do wcześniejszych dokonań artystycznych członków Sainc, nie będę porównywał Sainc do Yattering. Dlaczego? Bo mam napisać o płycie „Schizis” Sainc’a, więc skupmy się na tym właśnie materiale, a nie na tym, co było wcześniej, albo co by było, gdyby…?
Na początek jednak napiszę o tym, co mnie wkurza. Po pierwsze – okładka. Dużo ciekawsze jest to, co na jej odwrocie, tuż obok tracklisty. I moim skromnym zdaniem taka fota powinna widnieć na froncie. A tak mamy tylko cztery zniekształcone gęby, czyli trywialnie. Po drugie – ten materiał jest wolny! Baaaaardzo woooolny. Nie lubię w metalu takich temp, nie podobają mi się i koniec. Jednak cały materiał na „Schizis” pomieszczony świetnie się broni i nie mam pewności, czy szybsze tempa pomogłyby mu, czy wręcz odwrotnie?
A co muzycznie słychać w produkcji Sainc? Kapitalnie wymyślone wokale.  Zgrane są tak, jakby ścieżki rejestrowano na koncercie, czasami z popsutym kompresorem. Momentami słychać, że SVwierszcz się męczy, że przepona dostaje zakwasów, a słuchacz… dostaje dreszczy. I to jest super. Inny fajny zabieg z wokalem to spitchowany w dół drugi ślad. Dla mnie prywatnie to takie subtelne echo Last Days of Humanity, ale sprytnie wykorzystane. Nie ma tego zbyt wiele – to dobrze, bo popsułoby ten materiał, a tak dodaje smaczku.
Reszta instrumentów (inteligentnie!) gra muzykę, która jest fundamentem dla wokalu. Nie czekajcie na karkołomne solówki! Tutaj chodzi o coś zupełnie innego.
Co na pewno zwróci Waszą uwagę – to intra do poszczególnych numerów. W zasadzie pełnią rolę interludiów, o ile oczywiście słuchamy „Schizis” na zwykłym CD playerze, a nie na komputerowym odtwarzaczu. To też ciekawy element, który scala ten materiał.
Dlatego właśnie trzeba „Schizis” słuchać od początku do końca. Nie nadaje się na słoneczny dzień, latem w aucie też nie pogra. Ale Sainc uraczył nas diabelsko mrocznym, piekielnie ciężkim i … hipnotycznym albumem, do którego się wraca zwłaszcza w okolicach jesiennej deprechy albo…pełni księżyca. „Schizis” nie jest dla każdego. To w zasadzie płyta dla wybranych! W każdym razie dzieciom jeszcze nie puszczam, poczekam, aż dorosną.

Sainc – Schizis

1) 666 PHOBIA
2) SENECTUS
3) STRESSOR
4) BASEMENT DEMONS
5) DEPRESSION
6) FORBIDDEN PSYCHE
7) WAR STRESS
8) INSANE HUNTER
9) PRIMITIVE FEAR
10) DARKNESS TIME

12345678910  (Oceń!)
Loading ... Loading ...


Recenzujemy płyty. Wyślij do nas swoją muzykę!
Nasz adres: MuzaNowa.pl, 57-250 Złoty Stok, Skrytka pocztowa 43
Kontakt e-mail w każdej sprawie: muzanowa(at)gmail.com

Jeden komentarz do “Sainc – Schizis”

Napisz komentarz

Wszystkie prawa © 2012 MuzaNowa.pl.